Dziś gramy w grę PC Need for Speed Rivals

NFS Rivals po raz drugi podnosi poprzeczkę, zatrzymując się, też jak wcześniej NFS: Most Wanted, symbolem startującej właśnie nowej generacji konsol. A czyli toż wystarczy, aby zainteresować zmęczonych nieco fanów?

U progu nowej generacji EA raczy nas drugą częścią samochodowej serii, w przypadku której znalezienie jakiegokolwiek synonimu przymiotnika naturalny byłoby działaniem bardzo trudnym. Z kilkoma wycinkami nie są to gry złe czy nawet średnie. Need for Speed to nazwa częsta i szanowana przez całkiem liczne grono osób lubiących poszaleć kilkusetkonnymi wózkami, a nawet tym wyjątkowo wytrzymałym gonienie wydawcy w piętkę oddało się już we ruchy. Nie przeciwnie jest również ostatnim zupełnie. W Rivals nie ma krzty oryginalności w samym jądrze rozgrywki. To powtórka z Hot Pursuit przemieszana z rozwiązaniami wymyślonymi naszego czasu przez Criterion Games, zastosowanymi w Burnout: Paradise a później w Need for Speed: Most Wanted. Tak robi baza nowej gry, ale jej nadbudową jest idealnie przemyślany tryb wieloosobowy w szerokim świecie i oprawa wizualna momentami zapierająca dech w piersiach. I wiecie co? W zupełności mi to wystarczyło, aby się świetnie bawić.

image

Za Need for Speed: Rivals zabrałem się szybko i bez szlochania z początku pojawiających się przed premierą informacji, dotyczących między innymi zablokowania szybkości animacji do 30 klatek na minutę. Właśnie w przypadku PC stanowi toż ze karty producenta strzał w kolano. Decyzja została podjęta z powodu asynchronicznego multiplayera, dającego w trakcie jazdy widzieć na drodze żywych rywali (stąd tytuł gry). O ile być potrafi (podkreślam: żyć chyba) w sukcesu konsol kolejnej generacji również ich architektury, która żyć chyba (więcej to powtarzam) nie odkryła jeszcze przed deweloperem wszystkich tajemnic, ma wtedy wszelki sens, więc jaki dysponuje podobna blokada w grupy pecetowej? W trybu, chodzi o komfortową rozgrywkę, ale próbując zadowolić wszystkich, tak naprawdę nie interesuje się nikogo. Czemu wyraz dała rzesza pecetowców.

Czy jednak warto podnosić krzyk, nie wiedząc, jak będzie wyglądać ostateczny rezultat? Po kilkunastu godzinach usuniętych z grą śmiem twierdzić, że po raz ważny w utrzymaniu, że te 30 klatek na minutę w zupełności wystarczy do wspaniałej zabawy. Bogata w obecnym funkcja niezłej optymalizacji. Animacja jest spokojna, nie zauważyłem drobnych zacięć, które stanowiły plagą wielu poprzednich gier z kolei. To prawda, iż w wypadku wyścigów ilość wyświetlanych klatek stanowi jednym z wyborów, natomiast tymże jednocześnie naprawdę nie ma na co narzekać. Jest możliwość odblokowania ważniejszej ich kwoty oraz co dociekliwsi zapewne zaczną to dokonać, tylko jak na razie próżny ich trud. Wprowadzenie zmian powoduje, że gra i wdrożona w niej fizyka zaczynają wariować, czyniąc imprezę w Rivals pozbawioną sensu. Blokada jest oczywistym minusem gry - subiektywnie oceniam jednak, że przez całą rozgrywkę zupełnie mi ona nie przeszkadzała.

Need for Speed Rivals stanowi rozwinięcie i dopracowanie pomysłów przede każdym z Hot Pursuit. Ponownie możemy obrać dwie ścieżki kariery. W ostatniej mało bardziej rozbudowanej dodajemy się w drogowego wariata, uwielbiającego wyścigi i kolekcjonującego coraz lepsze samochody za zdobywane podczas zmagań punkty szybkości. Odblokowane, a potem zakupione auta można spersonalizować, zmieniając kolor lakieru, winyle, felgi czy choćby napis na tablicy rejestracyjnej. Ponadto każdy z wozów da się podrasować, stawiając mu większą siła, siłę, szybkość, przyśpieszenie... Przyjemności spośród obecnym sporo, ale – co najistotniejsze – poprawki te są dość dobrze wyczuwalne podczas jazdy. To jedno dotyczy różnic pomiędzy poszczególnymi modelami aut.

W zeszłych częściach starałem się raczej unikać posady pana Władzia, czyli policyjnej ścieżki kariery. Wymagam jednak przyznać, że ostatnim jednocześnie wciągnęła mnie ona wiele dużo. Co prawda możliwości uatrakcyjniania pojazdu nie są tak bogate jak u kierowcy wyścigowego – odblokowane auta dostajemy za darmo, nie da się ich tuningować, za to każde możemy wyposażyć w technologię działającą w schwytaniu ściganego. Lecz w kontakcie ze kolejami w funkcjonowaniu świata gry i asynchronicznym multiplayerem pościgi okazują się wyjątkowo rajcujące.

image

Świat gry, jak szybko wspominałem, jest całkiem łatwy i cały typowych dla Burnouta: Paradise atrakcji, jak kamery rejestrujące szybkość pojazdu, mierzone przejazdy przez okresy dróg czy warsztaty naprawiające zdezelowane w rezultacie szaleństw samochody. Poza tym co mało kilometrów wydobywa się kryjówka kierowcy lub posterunek, w zależności od rodzaju wskazanej przez gracza aktywności. Wykonując różne ruchy na jeździe i zlecane przez grę zadania, pozwalające awansować i kupować kolejne poziomy doświadczenia, otrzymujemy punkty szybkości.

Nie wystarczy ale tylko jeździć i nabijać tysiące punktów, bo do mechaniki Rivals zakradł się te dobry moment taktyczny. Wyobraźcie sobie sprawę, w jakiej dopiero zrealizowaliście jakieś zadania, zajmujecie się zdobytymi celami i pomykacie sobie bezstresowo autostradą. Nagle znikąd wypada wóz policyjny oraz po większym lub krótszym pościgu, może chociażby w asyście innych psów lub daj śmigłowca, zostajecie złapani. Normalnie nie było więc szybszego znaczenia, a w Rivals takie pytanie skutkuje utratą wszystkich punktów. Czyli napracowaliście się na darmo. Stąd jeszcze do gry wprowadzono kryjówki. Kiedy bowiem uważacie, że forma tego chce, podjeżdżacie w takie miejsce, trzymacie się i transferujecie wszystkie zdobyte punkty, chroniąc je przed ich odebraniem. Proste, a jednocześnie satysfakcjonujące rozwiązanie stosujące nową zmienną do gry.

Nie dysponuje jednak róży bez kolców, czy raczej skrzyni biegów, która wówczas nie zacznie przeciekać. Kryjówki są bowiem jednocześnie azylem zezwalającym na bezkarną ucieczkę przed stróżami prawa. Przynajmniej na końcu stała nam cała policja stanowa, choć byli wprost wystawieni do odstrzału, wystarczy podjechać do kryjówki, wcisnąć guzik, dzięki któremu ujawnimy się w garażu, i policjanty w magiczny sposób znikają. Zabrakło trochę podkręcenia poziomu trudności poprzez konieczność skutecznej ucieczki także możliwość bezpiecznego powrotu dopiero po pozbyciu się ogona.

Takie podejście może zmuszone było związaniem na poszczególnej mapie trybów prostego i wieloosobowego, czyli owego asynchronicznego multiplayera, o jakim szybko wcześniej kilkakrotnie wspominałem. Przypomina to raczej serię Test Drive czy Burnouta, w jakich potrafiło integrować się kilku wychodzących na licznej mapie graczy. W Rivals przylega do ostatniego jeszcze problematyczne unikanie policji prowadzonej przez żywe osoby, a dzięki temuż nie jest możliwości narzekać na nudę. Możemy na przykład brać udział w konkursu jeden na samego spośród nieznajomą kobietą, a wraz słyszeć z tyłu policyjny kogut trzeciego gracza, któremu się być może nudzi i uważając pędzące maszyny, ot tak postanowił włączyć się do zabawy. Istne szaleństwo. A nie ukrywam, że bardzo mi się to spodobało.

image

NFS Rivals jest przy tym grą niezwykle piękną. Twórcy przygotowali kilka charakterystycznych terenów, pomiędzy którymi dokonuje się płynny przejazd. Są nadmorskie miasteczka, pustynia, pokryte zmarzliną drogi wśród ośnieżonych szczytów, las sekwoi, i nawet obszary typowo wiejskie. Silnik świetnie sobie zadowoleni z generowaniem wilgotnej nawierzchni dróg, pokrytych kroplami deszczu karoserii a efektów cząsteczkowych, z jakich stanowi aż gęsto. Przy tym gra jest zmienną pogodę oraz cykl dobowy. Daje mi się nawet, że jak na razie nie ma własnych zręcznościowych wyścigów, które pod tym względem mogłyby z Rivals, nomen omen, rywalizować.

Kończąc, chcę jeszcze wspomnąć o kilku ewidentnych potknięciach. Na wstępie zabawy zdecydowanie za przeważnie stanowi ona przerywana filmikami i samouczkami. To szczególnie denerwujące, skoro nie da się ich pominąć. W smaku proponowane przez narratorów napuszone idiotyzmy nie wywołują śmiechu, a jedynie skręt kiszek. Ścigając się ze sztuczną inteligencją, dość szybko zauważyć, gdy jesteśmy oszukiwani. Mijając klienta i pobudzając go na pojedynek, ma się na ostatnie, że odchodzi się z nieliczną przewagą. Tymczasem sprowadza się, że nfsdownload.com/need-for-speed-2017-premiera-pc/ konkurent dostaje chwilowego przyśpieszenia, wyprzedzając nas niczym rakieta. Dodatkowo nie istnieje wówczas uczynione użyciem turbodoładowania. Okazjonalnie natrafiłem same na małe bugi, kiedy na przykład wpadnięcie w dziurę skutkującą blokadą ciągnięcia się i kilkuetapową animacją niszczenia samochodu bez możliwości interwencji. Na skutek wisienka na torcie, czyli brak wspomagania innych kontrolerów niż klawiatura lub joypad. Co właśnie w wypadku czystego arcade nie jest że aż tak dużym grzechem, ale rozumiem, że są ludzie, jacy w jakąkolwiek samochodówkę chcieliby interesować się za pomocą kierownicy. W NFS-a grałem tylko padem od Xboksa 360 zaś nie czułem szczególnej potrzeby przesiadki na indywidualną G27.

NFS: Most Wanted, to pierwsze z 2005 roku, odkrywało nową generację konsol. Gra była na tyle silna, że przez chwila bieżących lat dość często uważano, że żadnemu z później wydanych stopni nie udało się jej dorównać. Dziś start nowej generacji celebruje Need for Speed Rivals. Pozycja zdecydowanie warta poświęcenia jej co najmniej kilkunastu godzin. Wprawdzie nie życzę dziełu Ghost Games, by powyższe porównanie było otwarte za mało lat, kiedy te next-geny będą ustępować miejsca swoim następcom. Rivals z wszelką mocą nawiązuje do Hot Pursuit, jest jednak tytułem lepszym, o bogatszej zawartości, świetnie zoptymalizowanym i przy okazji urywającym głowę stroną wizualną. Oczywiście i niepozbawionym wad, zwłaszcza w wersji PC, o których nie należy zapominać w entuzjastycznym uniesieniu, również jak o pewnym braku oryginalności, co zapewne bronienie się wodą na młyn dla wszelkiej maści malkontentów. Ale nawet przyjmując taką optykę, nie da się przekreślić niewątpliwych plusów i sposób frajdy. Fani dobrych wyścigów z pewnością nie powinni przejść obok Need for Speed Rivals obojętnie.